Aeroklub Orląt

strona dęblińskiego aeroklubu

Zawody

Pribina Cup 2011 – Nitra (Słowacja)
-relacje Maćka Tomczyńskiego i Kuby Barszcza


Piątek przywitał nas o poranku słoneczną pogodą, było jasne, że gdzieś dziś polecimy. Tosia umościła sobie gniazdko w przedniej kabinie i o 12.08 wystartowaliśmy na 300 szybkościową. Juz na odejściu były problemy z utrzymaniem się w powietrzu, wiele szybowców było nisko i korzystało z żagla na górującym nad miastem Zoborze. Do tego od południa zaczeło przykrywać górne pokrycie a od północy TCu zaczeły dawać przelotne deszcze. Naszą „końcepcją” było wykręcić się jak najszybciej i odejść w góry. Udało nam się w ostatniej chwili, nawet złapał nas chwilowo opad na pierwszym boku ale noszenia rzędu 3 m/s średniego utrzymywały nas ładnie w powietrzu. Tosia już była mocno „chora” aviomarin nie działał a jeszcze tyle przed nami… Powrot na płaskie, na południowy flat land tym razem z lot „z głową” ostatni Cu pod podstawą i 2200m, wrzuciliśmy 120km/h i przejchaliśmy pomiędzy dwoma opadami. Na płaskim nosiły dwa ostatnie Cu i po zrobieniu drugiego zwrotnego polecieliśmy pod dalekie Cu na północy, nad górki. Tam niestety moja koncepcja nas nie podniosła, lecz przydusiła i musiałem wrzucić wsteczny i uciekać przed deszczem. Parter nad płaskowyżem i wyżebrane 0,4 średniego zapulsowało do 3m/s. Omijając opad polecieliśmy dalej pod punkt zwrotny, gdzie znowu parter i loty z jastrzębiami nad zboczem. Tym razem też się udało i jakoś się wyskrobaliśmy. Zrobiliśmy zwrotny i do velkiego tribca miał nas zaprowadzić szlak. Niestety nie podniósł a przydusił i po raz trzeci parter niedaleko elektrowni atomowej. Po tylu przygodach byliśmy już mocno zdesperowani aby wrócić na lotnisko i dolot wykręcaliśmy w 0,3 średniego nad płaskim. Przylecieliśmy jako jedni z ostatnich:)
Maciek


Pribina Cup środa i czwartek
Dwa następne dni trudnej pogody na zawodach w Nitrze, wciąż latamy w obszarze niżu i pogoda płata nam figle. O poranku jest zawsze pełne zachmurzenie Ci Cs, przez ktrore ledwie przebija sie słońce, około 10 lekko zaczyna przepalać, a leniwe noszenia 1-1,5m/s tworzą się około 13.00.
W środę lot wykonywałem z Olą, była to konkurencja obszarowa w 2h czasu około 200km do przelecenia. Sztuką było odejść o czasie, ponieważ jak codziennie pogoda psuła się po południu, szczególnie na nizinach. Polecieliśmy najpierw w góry, gdzie była „petarda”, szlaki noszenia do 4m/s, następnie na południe, pod granicę węgierską i do domu. Na nizinach było już zdecydowanie gorzej, ale wysoka podstawa ok 2200m i noszenia 1-2m/s pozwalały na kontynuowanie przelotu. Lot był przyjemny, moim zdaniem szybki i po wylądowaniu na lotnisku byłem dumny, że oblecieliśmy i mamy taki dobry czas. Jak się później okazało nasza super prędkość 90 km/h pozwoliła zająć po konkurencji dobre 20m/20 szybowców. Byłem w szoku. Jak oni to robią…

Czwartek
Dziś ten sam secenariusz, rano Ci, ale tak gęste, że hangar dopiero otworzono o 9.00 z mieszanymi uczuciami czy wystawiać sprzęt czy nie… Odprawa jak codziennie o 10.00 i szybkościówka 250km na północ i południe. W górach zapowiadane opady deszczu. Grid i o 12.00 poszły pierwsze szybowce w powietrze. Noszenia 1-2m/s i wysoka podstawa 2300m nad lotnisko. Odeszlismy na połnoc w górki gdzie była dobra pogoda i mini szlaki, na powrocie na południu juz nie było do czego lecieć, zrobiliśmy zwrotny i kombinowanym sposobem przedostaliśmy się w pobliże pagórków, tam niestety dwa Cu pod rząd nas nie zabrały i musieliśmy odpalić silnik. Po powrocie na lotnisko Karol dał znać żeby jechać po niego na Partizanckie, a dalsze instrukcje przesle:) pojechaliśmy, zgarneliśmy i przywieźliśmy:)
Maciek


Relacja Kuby:
Nitra_relacja_Kuby.pdf


Poniedziałek Wielkanocny w Nitrze przywitał nas pełnym pokryciem altostratusa zaciąganego przez niż z centrum nad Czechami. Wstaliśmy jak codziennie o 6.00 i powolnymi ruchami zebraliśmy całe szybowcowe szpeje i udaliśmy się na lotnisko. Tam śniadanko, wyhangarowanie DG i z niepewnością zalaliśmy do niego wody. Pogoda wciąż nie zapowiadała się na lotną. Około 10 zaczeło sie przejaśniać, na odprawie dostaliśmy zadanie przelotu w obszarach 2h czasu około 200km do przelecenia. Alto zeszło i pokazała się cała masa Cu fractus na niebie. Na wschodzie nadal było czarno, a tam była większość naszej trasy. Miałem lecieć z Remkiem i wykoncypowaliśmy wstępnie jak będziemy lecieć i o której mniej więcej chcemy odejść na trasę.(jak się poźniej okazało to wszystkie obliczenia i ustalenia szlag trafił), ale o tym później:)
Wystartowaliśmy jako jedni z ostatnich z klasy i po wyholowaniu i wyczepieniu byliśmy już pod podstawą:)
Chmury były na 650m i nosiły około 1-1,5m/s zabierała każda i utworzyły się mini szlaczki. Po oblocie rejonu stwierdziliśmy, że zanosi się na poprawę i poczekamy chwile po otwarciu startu lotnego. Tymczasem ze wschodu zaczeło wyblaszać a podstawa nie podnosiła się więc nabraliśmy chęci odejścia na trasę. I tu pojawił się mały problem:) spadliśmy na 400m i nie mogliśmy się wykręcić. Postanowiłem wykręcić się i odejść jednak z tych 650m, aktywnie szukając komina niedaleko punktu odlotowego znaleźliśmy się już na 300m:) (teren około 100m wyżej niż lotnosko) poczułem się lekko zmieszany i jednak postanowiłem nie odchodzić na trasę, wypuściliśmy podwozie i wylądowaliśmy na lotnisku. Mimo to nie poddaliśmy się i jeszcze jeden start i hol na 600m, znowu pod podstawą, wysoko, cóż za komfort:) pomyślałem „teraz możemy wszystko,” można odchodzić:) wykręciliśmy 650m w 0,3 m/s średniego i z takim zapasem energii z wysokości poszliśmy na trasę:) linię odejścia przecieliśmy na około 400m i skierowaliśmy się w kierunku ładnie nasłonecznionego kamieniołomu w górkach na północ od Nitry. Tam na ok 200m nad terenem podjeliśmy -0,2 m/s i zjechaliśmy jeszcze kilka metrów w dół. Postanowiłem odpuścić i skierować naszą Degieczku u stronę lotniska, „ignition” ON i miły pyrkot silniczka z + 1m/s zaprowadził nas do lotniska. Polataliśmy jeszcze chwilę na termice i do lądowania. Tyle było w sumie z naszej taktyki przelotowej:) rekordziści dnia w naszej klasie przelecieli około 80km. Konkurencja niezaliczona.
Dziś jesteśmy wciąż pod wpływem niżu, latanie zawodnicze jest odwołane, czekamy z kołem szybowcowym na lot termiczny, bo na wschodzie pojawiają się pierwsze Cu:)
Pozdrowienia!!!

Wczoraj, w Niedziele Wielkanocna mielismy druga konkurencje, lot w obszary i 2 h czasu, minimalnie okolo 200km max 300 do przelecenia. Pogodowo dzien bardzo trudny, silna inwersja blacha i lachy alto wyrzucane przez niż na północy wszystko tlumiace termike.jak by tego bylo malo wiatr 8m/s jeszcze za slaby na żagiel a rozszarpujacy kominy.Polecielismy w góry praktycznie od poczatku w parterze 500-1400 ale najdluzej na 700m spedzilismy czasu, tuz nad zboczem wyrywani przez wywiewy z malych dolinek wlaczyla mi sie bezkoncepcyjnosc bo nie bylo gdzie poleciec i gescie deperacji oduscilem z wiatrem i o dziwo znalezlismy noszenie ktore nanioslo nas na strefe po ktorej odprostowalismy pod wiatr, udalo sie przejsc przez gory i niestety kamieniolom nas nie zabral (po analizie plikow igc okazalo sie ze byl na zawietrznej) skierowalosmy szybowiec DG1000 na prosta do pola, motor w gore i heja do Nitry.Tam jeszcze treningowy zagielek na Zoborze, plus jakas mala falka i do ladowania. Po godzinie przyszedl z zachodu maly front chlodny II rodzaju i byly przepiekne burze z piorunami. DG bezpiecznie zaparkowany w hangarze:)
Pozdrowienia!!
Maciek


Sobota, pierwszy dzien zawodów, bylem na dlugiej trasie, w gorach, trudnej bo ze zmienna pogoda. Troszke przyparterowalem w Wielkiej Fatrze i spoznilem sie godzine na pogode w dolinach i musialem uruchomic silnik 130km od domu. Wspaniala to rzecz:) zawsze mozna wrocic. Po wyladowaniu na lotnisku okazalo sie ze wiekszość wylądowała w polu lub wrociła sie z trasy ze względu na pogode. Pojechalismy po Karola nad Dunaj okolo 100 km.zrobil chyba najlepszy wynik dnia, choc startowal drugi raz, bo sie nie zabral za pierwszym… Ot mistrz:)
Wrocilismy ok polnocy a dzis pobudka o 6!
Trzba miec kondycje:)
Maciek


Witam, pozdrawiam Światecznie
Wczoraj mielismy dzień oficjalnego treningu przed zawodami pribina cup. Bardzo dużymi zawodami, 161 szybowców, w powietrzu niezły rejwach. Przydaje sie flarm ponieważ często widzimy sie w ostatniej chwili na kursach przeciwnych. Pogoda świetna podstawa w gorach 3400m, a noszenia, hmm adekwatne:) zwykły wariometr nie wystarcza:)
Dziś jest pierwsza konkurencja, zaczynamy briefingiem o 10.00 i z nieoficjalnych wieści ma być welky triangle fai:)Pozdrowienia i do nastepnego!!!
Maciek

Relacje z zawodów wcześniejszych:
Szybowcowe Mistrzostwa Świata Juniorów – Rieti 2007
-relacje Jakuba Barszcza:
Rieti_2007.pdf
Pribina Cup 2007
-relacje Jakuba Barszcza:
Pribina Cup_2007.pdf